18:56

Wytresuj mnie proszę.

Witajcie,
wielkimi krokami zbliża się weekend, dlatego chciałabym zachęcić Was do obejrzenia filmu (gdzieś pomiędzy zakupami, świątecznym sprzątaniem i planowaniem prezentów ;-)). "Whiplash" to świetna pozycja, która pozwala bliżej przyjrzeć się motywacji, emocjom, relacjom międzyludzkim (mentor-uczeń) oraz drodze, która ma prowadzić do celu... 
Jakiego?
Przeczytajcie recenzję (z drobnym podsumowaniem)!  ;-)
„Nie istnieją bardziej szkodliwe słowa, niż -dobra robota”. Cytat, który pochodzi z ust Terenca Fletchera, bohatera filmu „Whiplash” Damiena Chezelle.
Apodyktyczny perfekcjonista. Człowiek, który wykorzystuje słabości, używa przemocy, niszczy psychicznie- mentor.
Fletcher jest profesorem, który kieruje najlepszą w kraju orkiestrą- Konserwatorium Shaffera. Młodzi muzycy marzą chociażby o chwili poświęconej przez Fletchera na wsłuchaniu się w ich talent, o najdrobniejszej pochwale, bądź cieniu uśmiechu na jego twarzy. Szczytem marzeń młodych artystów jest prezentowanie swojego talentu wśród najzdolniejszych muzyków profesora. Ambitni młodzieńcy nie mają jednak pojęcia, że marzą o wstąpieniu do piekła…
Narodziny obsesji. Poklepywanie i chwalenie nie tworzy największych z największych.
Fletcher posiadał wartościowy cel. Kochał muzykę. Jego cel przerodził się w obsesję, którą realizował za pomocą bardzo nietypowych środków. Wyzwiska, żarty, rzucanie przedmiotami i znęcanie były czymś naturalnym na zajęciach profesora. Cel Fletchera miał swoje źródło w anegdocie o Charliem Parkerze- słynnym muzyku, który stał się jednym z największych dopiero po tym, jak perkusista Jo Jones rzucił w niego talerzem. Zaowocowało to nieustannymi ćwiczeniami Parkera. Efektem była solówka, która przeszła do historii. Stąd przekonanie Fletchera, że nawet najmniejsze błędy należy ostro piętnować, że w byciu najlepszym nie istnieją granice ani przesada. Czy to jeszcze motywacja? Bohater przekonany jest o słuszności swoich czynów, ma poczucie misji i wierzy w swoje metody, co skłania widza do tłumaczenia niektórych zachowań nauczyciela. Wiadomo jednak, że ludzie pracujący pod presją, osiągają gorsze wyniki, żyją w stresie i cechują się niskim poziomem inteligencji emocjonalnej.
Jak dużego poświęcenia wymaga talent? Czym tak naprawdę jest prawdziwa wielkość? Jak być na szczycie? Jak być, aby być zawsze na sto procent? Jak zostać zapamiętanym przez miliony?
Na samym początku poznajemy dziewiętnastolatka, którego życiem jest perkusja. Na jednej z prób obecnością zaszczyca go sam Fletcher, jego nadzieja na bycie największym z największych, szansa na osiągnięcie niebywałego sukcesu i rozwinięcia talentu na miarę Charliego Parkera. Gra chłopaka nie zachwyca mentora. Tak naprawdę profesor dostrzega w nim materiał na wypełnienie swojej misji, osiągnięcia celu, na stworzenie wielkiego artysty. Andrew przyjechał do innego miasta, aby stać się jednym z najlepszych. Śni o zostaniu największym perkusistą świata. Poznając chłopaka, dostrzegamy, że jest antyspołeczny, arogancki, nieczuły, skupiony jedynie na celu, wywyższa się nad innymi, czuje się lepszy. Jego życiem jest perkusja- tylko ona. Chłopak wjechał na drogę, z której nie ma zjazdów. Brakuje miejsca na miłość, kolegów. Najważniejsze są nuty, słuchawki i wybijanie rytmu w nieludzkim tempie, bo tak każe jego mentor. Psychopatyczny nauczyciel, który stał się dla młodego motywacją i przeszkodą na drodze do bycia jednym z największych. Dni Andrew upływają na przekraczaniu samego siebie. Chłopak chorobliwie dąży do perfekcji.
Kiedy poranione stopy baletnicy zostają zastąpione przez zakrwawione dłonie perkusisty, a historia o 
"Czarnym łabędziu" zostaje zastąpiona historią o chłopcu z perkusją…
Codzienność Andrew naznaczona jest potem, łzami, krwią, egocentryzmem, pracoholizmem, a także zbieraniem podeptanego ego i ratowaniem zszarganych emocjonalną manipulacją nerwów. Gdzie podziało się miejsce na piękne sceny? Autorytet, który jednocześnie jest katem, szansa która stała się utrudnieniem, motywacja, która stała się udręką. Czy to nie dziwne, że każda nawet najmniejsza pochwała z ust Fletchera uskrzydla dziewiętnastolatka, dodaje mu energii. Wydaje się to być przykładem syndromu sztokholmskiego.
Czasem nadchodzi wielka niewiadoma. Człowiek nie wie czy spodziewać się dobrego, czy złego… Czasem podjęte kroki przynoszą niespodziewane efekty.
Finałowa scena filmu wbija widza w fotel. Uruchamia korę mózgową, wzbudza ambiwalentne emocje. Jeszcze kilka godzin po sensie widz zadaje sobie kluczowe pytanie- czy misja mentora się powiodła, a może uczeń przechytrzył mistrza. Myślę, że każdy znajdzie odpowiednią dla siebie wersję.
Siły dobra i siły zła? Przegrany, wygrany… a może bohater i antybohater?
Czy Fletcher i Andrew czymś się różnią? Czy możemy podzielić ich na  bohatera i antybohatera? Wydaje mi się, że nie, nie różnią się. Mają identyczną wizję. Prawdziwa wielkość to dla nich poziom Charliego Parkera. Obaj uważają się za lepszych od innych. „Whiplash” prezentuje pojedynek bohaterów, emocjonalną walkę, do jednego narożnika wchodzi ambicja popychana przez ego, natomiast do drugiego ambicja popychana przez ego. Ring wypełniony jest przerośniętą ambicją, wybujałym ego, chorobliwym perfekcjonizmem oraz nutką pociągu psychopatycznego, oczywiście w tle rozbrzmiewa perkusja, a wszystkiemu towarzyszy obrazek zalany kroplami potu, łez i krwi.
Z pewnością nie możemy wyróżnić, który bohater był dobry, który zły. Flatcher był gotowy uciąć rękę swojemu uczniowi, który odrobinę nieodpowiednio wybił rytm, Andrew był gotów ową rękę odgryźć, aby rytm zadowolił mentora.

Film jest klasyczną opowieścią o człowieku, który chce za wszelką cenę być na scenie, chorobliwie zatracającym się w swojej pasji, usilnie szukającym jakiejkolwiek drogi do realizacji upragnionego celu. Na jego ścieżce pojawia się apodyktyczny szaleniec, który za pomocą nietypowych środków próbuje stworzyć wielkiego artystę, próbuje zrealizować misję, którą sam wykreował. Film mówi o chorych dążeniach ludzi, o nadzwyczaj wygórowanej ambicji, talencie, który jest darem, ale może również okazać się przekleństwem, obsesji perfekcji, która może być przyczyną zguby, a także o przemożnej chęci osiągnięcia tego co nieosiągalne, o przekroczeniu siebie i innych. Po seansie, każdy z nas może spróbować odpowiedzieć na ważne pytanie- czy warto?

3 komentarze:

  1. Warto. :) Jeśli chcesz być wybitnym, jeśli kochasz to co robisz i chcesz być wciąż lepszy, to bez krwi potu i łez się nie obędzie.. :) Jasne że też są różni mentorzy.. ten z Whiplasha to sadysta. ;) Ale ja ten film uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tym filmie, ale niestety należę do osób zacofanych pod względem filmowym. To pewnie dlatego nieprędko obejrzę ten film. Jesteś w sumie kolejną osobą, która mi go poleca ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba się muszę obejrzeć ten film. Recenzja bardzo wnikliwa, ale może coś mnie zaskoczy :D
    POZDRAWIAM,
    MALWA

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Inspiracje ambiwertyczki , Blogger