17:28

2016, dziękuję! ;-)

2016, dziękuję! ;-)
Czujesz przenikliwą atmosferę refleksji, która leniwie wisi gdzieś między choinką, a kalendarzem na kolejny rok? Ostatni tydzień grudnia, nieco melancholijny, czas kiedy to otrząsamy się po świątecznych kaloriach i szykujemy się na zupełnie nowe, nieznane. Tylko spójrz- idealny czas na chwilę dla siebie, czas na podsumowania, czas na poklepanie się po pleckach, dobre słowo i stwierdzenie- idę w dobrą stronę, oby tak dalej, genialna robota lub czas na wylanie sobie na głowę zimnego barszczu, stuknięcie się w czoło, czas na postawienie sobie pytania- czy ja na pewno mam prawo jazdy na życie? Czy dobrze kieruję? Ale dlaczego wciąż mylę hamulec z gazem i czemu tak gwałtownie puszczam sprzęgło?
Ok, ale po co?
Warto czasem zweryfikować swoje życie, myślę że raz w roku jest okej. Rok to i mało, i dużo. Zazwyczaj jednak dzieje się dość, żeby coś zrozumieć, czegoś się nauczyć, coś przeżyć, czymś się ucieszyć i czymś się załamać. Mamy w stosunku do życia różne oczekiwania, zazwyczaj przed początkiem roku tworzymy sobie pewne wyobrażenie, stawiamy cele, wyznaczamy pewne ścieżki, oczekujemy czegoś. Czego? Jedni oczekują spokoju, będą więc zadowoleni z bezproblemowej codzienności, relaksu nad morzem i braku większych zaskoczeń. Inni chcą awansu, lepszych pieniędzy i większej satysfakcji z pracy, jeszcze inni chcą znaleźć miłość. Niektórzy nie oczekują niczego i praktycznie wszystko co ich spotka oceniają z perspektywy „tu i teraz”. Czego oczekiwałaś/eś i jak przełożyłaś/eś to na codzienność?
Błądź mądrze!
W ciągu roku zdarza nam się popełniać błędy…2,3,10,15. Popełniajmy błędy, tylko miejmy świadomość, że to robimy! Tylko pod takim warunkiem człowiek się na swoich błędach uczy. Jacek Walkiewicz powiedział kiedyś: Słyszałem wiele takich tekstów przez całe życie typu: -Człowiek się uczy na błędach. -Co nie zabije to wzmocni. -Podróże kształcą. To wszystko nieprawda. Nie podpisałbym się pod tym i moim dzieciom bym tego nie powiedział. Bo jestem psychologiem od 25 lat i znam ludzi, którzy potrafią 10 lat walić głową w ścianę. I ciągle są zdziwieni, że ich głowa boli a ściana stoi. Także człowiek się uczy na błędach wtedy kiedy wie, że je popełnia.”.
No właśnie, to czemu ta ściana wciąż stoi? ;-) 
Bądź wdzięczna/y. 
Usiądź sobie ze sobą i pomyśl, możesz też wziąć kartkę i notować. Spróbuj odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Takie, które przychodzą Ci do głowy. Moje propozycje to:
1. Co dobrego wydarzyło się w ciągu ostatnich 12 miesięcy? Co mi to dało? 
2. Jakie wydarzenia z ostatniego roku były złe? Dlaczego uważam, że były złe? Co czułam/em? Czego owe wydarzenia mnie nauczyły?
3. Czy moje oczekiwania dotyczące roku zostały zaspokojone? W jakim stopniu?
4. Na co poświęcałam/em za mało, a na co za dużo czasu?
5. Czy wystarczająco dbałam/em o wszystko na czym mi zależy? Relacje z bliskimi, psa, dietę, zdrowie?
6. Czy spełniłam/em choć jedno marzenie?
7. Czy jestem szczęśliwa/y?

Miej cele i celuj w nie odważnie!
Przy okazji  podsumowania pomyśl o oczekiwaniach jakie chcesz mieć na kolejny rok. Miej cele, nie postanowienia, które rzucisz w kąt w trzecim tygodniu stycznia. Czego nowego chcesz się nauczyć? Co chcesz zmienić i z czego chcesz zrobić nawyk? Co chcesz zobaczyć, kogo odwiedzić, czego doświadczyć, co chcesz kupić i gdzie pojechać? Oczywiście zostaw sobie delikatnie uchyloną furtkę, zostaw przestrzeń na coś spontanicznego i zaskakującego! :)
A teraz ja!
Kończy się szesnastka, szesnastka wypełniona zarówno wzlotami jak i upadkami. Jednak halo! Jestem optymistką, dlatego przede wszystkim dostrzegam dobro ;-). Z szesnastki wyciągnęłam kilka lekcji i  podzielę się z Wami aż trzema! ;-)

1.Warto walczyć o swoje marzenia i cele.
Nawet jeśli nikt już w Ciebie nie wierzy, nawet jeśli otoczenie uważa że fiksujesz, nawet jeśli wydaje się niemożliwe. Chyba nic nie jest niemożliwe, jeśli Ty wierzysz w swoje siły, w marzenia, w dobro otaczającego świata i prawo przyciągania. Ja w 2016 spełniłam marzenie, marzenie które przyszło nagle i niespodziewanie, spontaniczne, szalone i trudne do osiągnięcia. Mi się udało! Jestem bardzo dumna, naładowana pozytywną energią i nastawiona na kolejne wyzwania. Pamiętajcie jednak, każdy chce osiągnąć sukces, każdy widzi efekt sukcesu innych, ten pozytywny, musicie mieć świadomość, że żeby coś osiągnąć, trzeba coś poświęcić, ale warto! ;-)
2. Szczęście to tylko krótkie momenty i warto dla nich żyć.
Niektórzy myślą sobie, że żeby być szczęśliwym, ciągle i bez żadnej przerwy musi dziać im się coś dobrego, pozytywnego, coś co ciągle dostarcza nowych przypływów energii. Życie to życie, daje trochę dobrego, trochę złego- wszystkim. Każde szczęście trwa tylko chwilę, prędzej czy później coś przestanie być "nieskończenie" super! Kluczowe jest to abyśmy potrafili kolekcjonować wszelkie szczęśliwe momenty i traktować je jak puzzle, z których możemy zbudować sobie wspaniałą rzeczywistość.
3. Dziś jest tylko lekcją.
Dlatego podchodź do porażek z dystansem, wynoś z nich jak najwięcej. Po każdym niepowodzeniu, zejdź z boiska i wróć ze zdwojoną siłą. Tylko od Ciebie zależy czy wrócisz silniejsza/y, a może zostaniesz na zawsze w szatni? Zawsze masz wybór, zawsze możesz zdecydować jak podejdziesz do dobrych i złych wydarzeń w swoim życiu, bo dziś jest tylko lekcją.

Ostatni wpis w tym roku zakończę życzeniami dla Was, a także dla siebie … ;-)

Życzę Nam żebyśmy marzyli odważnie, żebyśmy mieli wielkie cele i w wielki sposób je osiągali! ;-) Życzę Nam mnóstwo dobrej energii, która mogłaby zasilić nawet kilka mieszkań! Otaczajmy się dobrymi ludźmi i przekazujmy sobie wyłącznie pozytywne wibracje. ;-) Żeby ten 2017 był wspaniały! ;-)



15:02

Chwytaj za różdżkę i czaruj!

Chwytaj za różdżkę i czaruj!

Witajcie (po krótkiej, świątecznej przerwie) ;-)).
Dzisiejszy wpis porządkujący, (bo przez przerwę powstał mały chaos), ale już sprzątam, porządkuję i wrzucam rozkład jazdy #preczzzastojem. ;))
🌟Cykl #słowonaweekend wróci wraz z pierwszym weekendem stycznia, także zapraszam Was po wspólne zadania i do wspólnych refleksji ;-).
🌟Pod koniec tygodnia zapraszam na podsumowanie roku, bo uważam że takie podsumowanie to bardzo dobra rzecz i pokażę Wam dlaczego ;-).
🌟Wpisy #reasumując również od stycznia.

Naładowana rodzinną atmosferą, a także kaloriami z karpia i pierogów, szykuję dla Was coś specjalnego! ;-) 

Teraz chwilę o Świętach, a na samym początku chciałabym nawiązać do tytułu posta.

Sobota, 24.12.16 około 12.00
Około 12 wybrałam się na ostatnie zakupy świąteczne (pewnie to były już z trzydzieste drugie zakupy świąteczne ;D). Wracając do domu, weszłam do kwiaciarni. W okresie przedświątecznym to takie normalne, że do pożegnań dodajemy sobie „Wesołych Świąt”. To tak naturalne jak powiedzenie dzień dobry sąsiadowi. Pani w kwiaciarni powiedziała mi jednak, że życzy mi „Zdrowych Świąt” i dodała, że nie życzy mi wesołych, bo wesołe musimy zrobić sobie sami! Pomyślałam chwilę, no faktycznie ;-). Powinniśmy chwycić za różdżkę i wyczarować osobiście magiczną atmosferę. To samo dotyczy pogody, pewnie że większość z nas marzy o białych świętach, z delikatnym mrozikiem, słoneczkiem, z widokiem na otulone białą pierzynką drzewa,  rzeczywistość jest taka, że jedyna pogoda, którą zawsze możemy mieć dobrą, to pogoda ducha! ;-) Dlatego życzę Wam żebyście pogodę ducha zawsze mieli pod ręką! Mam nadzieję, że Wasze Święta były magiczne ;-).


Na koniec malutki mix z moich Świąt ;-)


Do kolejnego ;-)
Dobrego powrotu do codzienności!

17:32

Coachu, kim jesteś? Coachu, co robisz?

Coachu, kim jesteś? Coachu, co robisz?

„Cwaniak i hochsztapler, który przeczytał Cialdiniego, obejrzał wykład Anthony'ego Robbinsa, skończył kurs NLP i przedstawia ludziom "prawdy objawione", mówi jak żyć dobrze i szczęśliwie i zarabia na tym ogromne pieniądze.”
Czy spotkałaś/eś się już z takim podejściem do coachingu? Niestety, taka opinia panuje wśród wielu ludzi… Myślę, że po części spowodowane jest to brakiem wiedzy, a po części pojawieniem się na rynku coachów z przedimkiem –pseudo, którzy mogą spowodować, że czujemy się „scoachowani”. 

Chciałabym opowiedzieć Ci o coachingu profesjonalnym, fachowym, popartym wiedzą i doświadczeniem, coachingu przez duże „C”.
Zacznę od przypowieści, która w piękny sposób obrazuje ideę owego procesu.

Pewnego dnia młody Milton Erickson wracając do domu, zauważył osiodłanego, gotowego do jazdy konia, który jednak nie był uwiązany i wydawał się niczyj. Zbliżył się zatem do konia i zobaczył, że uprząż była zerwana. Erickson domyślił się, że koń zerwał się komuś obcemu, spoza ich miejscowości. Młody Milton, jak zwykle ciekawy, postanowił znaleźć właściciela konia. Dosiadł go  i ścisnął nogami tak aby ruszył. Koń, bardzo zresztą spokojny, podniósł łeb, rozejrzał się i powoli ruszył wzdłuż ogrodzeń, drogą wiodącą do zupełnie obcej miejscowości. Koń spokojnie podążał w tym samym kierunku przez jakiś czas, gdy w pewnym momencie przystanął. I tak stał sobie nic nie robiąc przez jakąś chwilę, po czym zaczął najspokojniej skubać trawę, której zresztą było wokoło bardzo dużo. Po kilku chwilach Erickson zdecydował się lekko ściągnąć konia, spiął go i koń znowu lekko podniósł łeb, rozejrzał się i poszedł dalej w tym samym kierunku.
Mniej więcej po około mili, koń przystanął, rozejrzał się i skręcił w prawo, w pole pomiędzy zagonami kukurydzy. Jechali tak ze trzy mile, kiedy koń przystanął i zaczął się rozglądać. Po kilku chwilach koń wciąż stał w miejscu jakby nie wiedział, co dalej. Erickson znowu ściągnął lekko konia, spiął go i koń ruszył.
Po kilkunastu metrach skręcił w lewo i dalej idąc w tym kierunku, doszli po około dwóch milach do jakiegoś domostwa. Z daleka wyglądało jak zagroda i jakiś człowiek się tam kręcił. Kiedy podjechali na kilkanaście metrów, ów człowiek spojrzawszy na konia i jeźdźca zawołał uradowany. Skąd wiedziałeś, że to mój koń? Zerwał się o brzasku i gdzieś pogalopował. Skąd wiedziałeś, że to mój koń? Ja ciebie w ogóle nie znam.” Erickson zsiadłszy z konia uśmiechnął się i odpowiedział. „Nie wiedziałem, że to twój koń. I nie wiedziałem, gdzie mieszkasz.” Właściciel konia spojrzał się podejrzliwie i zapytał. „To jak tu trafiliście? Przecież musiałeś wiedzieć, gdzie odprowadzić konia?” Erickson popatrzył się na właściciela, uśmiechnął się i powtórzył. „Nie wiedziałem. To on wiedział”- pokazał na konia. „Ja tylko pilnowałem, aby koń szedł. Dbałem o to, aby szedł dobrą drogą i stał w miejscu. On wiedział sam najlepiej jak trafić do zagrody.”[1]

Koń symbolizuje każdego z nas. Każdy sam wie dokąd iść, każdy z nas posiada wystarczające zasoby, aby do swojego celu dojść. Większość z nas doświadcza jednak momentu, kiedy to albo boi się zrobić ten pierwszy, najważniejszy krok, albo zatrzymuje się aby poskubać trawę.
Coach, towarzysz w drodze do Twojego celu (zarówno tego biznesowego jak i życiowego), pomaga Ci uświadomić sobie zasoby, które już posiadasz. Pomaga Ci zajrzeć do szuflady, do której dawno nie zaglądałaś/eś.  Zawsze podczas robienia porządku wrzucasz do niej rzeczy, które wydają Ci się akurat nieprzydatne, ale nadal je magazynujesz i możesz je wykorzystać, jeśli tylko zechcesz otworzyć szufladę. Kto wie, może właśnie one doprowadzą Cię do mety?
Coach jest pewnego rodzaju strażnikiem, pilnuje żebyś zbyt gwałtownie nie zboczył ze swojej ścieżki, nie zatrzymywał/a się zbyt długo i nie marnował/a ogromnej ilości czasu na skubanie trawy.
Pamiętaj jednak! Twoje życie jest jak autobus. Jak wygląda i dokąd zmierza zależy tylko od Ciebie.
Profesjonalny coach nie udziela Ci rad, nie daje gotowych rozwiązań, nie otrzymasz od niego instrukcji. Dostaniesz za to jego czas, zaangażowanie, maksimum uwagi i koncentracji na Tobie, Twoich celach, zasobach. Otrzymasz także pomoc w odkrywaniu ścieżki, która prowadzi do Twojego celu. Jest Twoim towarzyszem, wspiera Cię, jesteście sobie równi, uczestniczycie w procesie, którego misją jest zmiana i działanie.



Podsumowując, w Internecie, w książkach, w życiu… spotykamy się z różnymi definicjami coachingu. Ta, którą Wam przedstawiłam, jest mi najbliższa. Moim zdaniem w piękny sposób pokazuje cel, misję, zamysł procesu coachingowego. Jeśli Tobie również podoba się takie podejście, zapraszam Cię na kolejne wpisy związane z coachingiem.

Model coachingu. "Coaching", Jenny Rogers, GWP,2009.




[1] http://twojpsychologlodz.pl/opowiesci-o-terapii/

17:34

A Ty, jakie chcesz mieć święta? #SNW

A Ty, jakie chcesz mieć święta? #SNW
Grudzień- najbardziej magiczny miesiąc z całej dwunastki. Czy Ty też należysz do grona osób, które tak myślą? Cały rok wyobrażasz sobie jak cudownie, wyjątkowo, wspaniale i rodzinnie będzie w grudniu i nagle po ciemnym, deszczowym listopadzie- nadchodzi. Naznaczony magiczną atmosferą, owiany zapachem mandarynek i przyprawy korzennej. Nie mogę oczywiście pominąć Kevina, który został sam w domu i co roku jest towarzyszem walki z karpiem i pojedynku z choinką! Grudzień mija, dzień za dniem ucieka Ci przez palce... i nagle ten cały czar pryska #czarnymary i nie ma. Wielkimi krokami zbliża się Wigilia i zamiast tej magicznej atmosfery odczuwasz lęk, niepokój, presję, a do tego ogarnia Cię panika. Czy zdążysz z prezentami, a z pierogami? A co jeśli ciocia i babcia znowu pokłócą się przy stole …no i co ubierzesz i kiedy znajdziesz czas na manicure?!
*Tadam*! Przychodzę do Was z propozycją ;-). Z całą pewnością pomoże Ci sporządzić plan, ale nie taki zwykły plan, który sobie zapiszesz i rzucisz w kąt. Zaproponuję Ci metodę, która sprawi że w końcu osiągniesz swój cel i spędzisz święta w sposób, o którym marzyłaś/eś przez cały rok. 
Co powiesz o wykorzystaniu metody coachingowej podczas tworzenia wizji idealnej Gwiazdki? Strategia Walta Disneya. Narzędzie, które polega na przechodzeniu przez kolejne role: Marzyciela, Realisty i Krytyka.
Musisz pamiętać, że kluczowe jest kotwiczenie stanu. Np. trzy różne krzesła, bądź trzy różne postawy; marzyciel- postawa otwarta, odprężenie, realista- siedzenie z wyprostowanymi plecami, krytyk- siad skrzyżny, zgarbiona pozycja. Pamiętaj o tym, aby nie mieszać ról, zawsze skupiasz się na tym stanie w którym jesteś. A na czym role polegają?
MARZYCIEL
Zadaniem marzyciela jest produkowanie najbardziej kreatywnych, fantazyjnych pomysłów. Idee nie są ograniczone czasem, pieniędzmi, czymkolwiek. Skupiasz się na możliwościach i szansach, a nie przeciwnościach, które mogą Cię spotkać. Jakie pytania mogą Ci pomóc?
  1. Jak mają wyglądać moje wymarzone święta?
  2. Co chcę zrobić i jakie korzyści mi to przyniesie?
  3. Co chcę zrobić dla siebie?
  4. Co chcę zrobić dla innych? Jak inni mają się dzięki mnie czuć?
  5. Jak i kiedy zrealizuję swoje pomysły?
  6. Jak będę się czuł/a kiedy je zrealizuję?

Generalnie, tworzysz wizję wymarzonych świąt. Możesz zacząć swój plan od np. tego weekendu. Włączysz wtedy w swoje wyobrażenie także wszelkie przygotowania; zakupy, prezenty, dekoracje, to jak chcesz wyglądać i wiele innych ważnych rzeczy, które warunkują w dużym stopniu to jakie będą Twoje święta ;-).
REALISTA
Jego zadaniem jest organizacja. Bierze pod uwagę czynniki czasowe, finansowe i zbiera informacje o tym, czy pomysł może być zrealizowany.
  1. Kogo włączysz w realizację swoich pomysłów?
  2. Ile pieniędzy i czasu chcę poświęcić?
  3. Jaki będzie pierwszy krok, który zrobisz w kierunku realizacji swojego planu i kiedy go wykonasz?
  4. Jaki będzie drugi i trzeci krok?
  5. Po czym poznasz, że osiągasz swój cel?

Reasumując, ubierasz swoją wizję marzyciela w realistyczne ramy. Tworzysz plan (krok po kroku),  w którym uwzględniasz czas, kasę oraz ludzi, których chcesz zaangażować. Kalkulujesz i zachowujesz trzeźwy umysł.
KRYTYK
Krytyk marudzi, czepia się, szuka dziury w całym. Jego zadaniem jest dostrzeganie słabych punktów planu.  Skupia się na zagrożeniach. Jakie pytania mogą Ci pomóc?
  1. Co może mi się nie udać?
  2. Jakie przeszkody mogą stanąć na drodze w realizacji mojej wizji?
  3. Jeżeli wystąpi (problem/ryzyko/zagrożenie) jak sobie z nim poradzę?
  4. Czy mój plan jest pełny? Może brakuje czegoś istotnego?

W pozycji krytyka wyobrażasz sobie co może się nie udać, dlaczego może Ci nie wyjść, kto lub co może Ci przeszkodzić. Liczysz się z wystąpieniem nieoczekiwanych problemów, dla których możesz opracować „niszczącą” strategię.
🎄🎄🎄🎄🎄
Po przejściu przez trzy powyższe role możesz poszukać kompromisu. Uwzględniasz swoje marzenia, obawy i odnajdujesz realistyczną ścieżkę, która pozwoli Ci, w tym wypadku, spędzić świetne święta. Dla lepszego efektu możesz ułożyć sobie plan, historyjkę obrazkową itp. Coś co pomoże Ci wczuć się w wykreowaną przez Ciebie rzeczywistość i przeniesie ową kreację do realnego świata! ;-)
Strategię Disneya polecam Wam przy układaniu jakiegokolwiek planu. Wchodzenie w role gwarantuje spojrzenie na daną kwestię z różnych perspektyw Narzędzie jest świetnym pomocnikiem zarówno przy wprowadzaniu jakiejś zmiany, bądź czegoś nowego i świeżego. Obecnie proponuję Wam zastosować metodę w celu przeżycia wymarzonego Bożego Narodzenia!

18:56

Wytresuj mnie proszę.

Wytresuj mnie proszę.
Witajcie,
wielkimi krokami zbliża się weekend, dlatego chciałabym zachęcić Was do obejrzenia filmu (gdzieś pomiędzy zakupami, świątecznym sprzątaniem i planowaniem prezentów ;-)). "Whiplash" to świetna pozycja, która pozwala bliżej przyjrzeć się motywacji, emocjom, relacjom międzyludzkim (mentor-uczeń) oraz drodze, która ma prowadzić do celu... 
Jakiego?
Przeczytajcie recenzję (z drobnym podsumowaniem)!  ;-)
„Nie istnieją bardziej szkodliwe słowa, niż -dobra robota”. Cytat, który pochodzi z ust Terenca Fletchera, bohatera filmu „Whiplash” Damiena Chezelle.
Apodyktyczny perfekcjonista. Człowiek, który wykorzystuje słabości, używa przemocy, niszczy psychicznie- mentor.
Fletcher jest profesorem, który kieruje najlepszą w kraju orkiestrą- Konserwatorium Shaffera. Młodzi muzycy marzą chociażby o chwili poświęconej przez Fletchera na wsłuchaniu się w ich talent, o najdrobniejszej pochwale, bądź cieniu uśmiechu na jego twarzy. Szczytem marzeń młodych artystów jest prezentowanie swojego talentu wśród najzdolniejszych muzyków profesora. Ambitni młodzieńcy nie mają jednak pojęcia, że marzą o wstąpieniu do piekła…
Narodziny obsesji. Poklepywanie i chwalenie nie tworzy największych z największych.
Fletcher posiadał wartościowy cel. Kochał muzykę. Jego cel przerodził się w obsesję, którą realizował za pomocą bardzo nietypowych środków. Wyzwiska, żarty, rzucanie przedmiotami i znęcanie były czymś naturalnym na zajęciach profesora. Cel Fletchera miał swoje źródło w anegdocie o Charliem Parkerze- słynnym muzyku, który stał się jednym z największych dopiero po tym, jak perkusista Jo Jones rzucił w niego talerzem. Zaowocowało to nieustannymi ćwiczeniami Parkera. Efektem była solówka, która przeszła do historii. Stąd przekonanie Fletchera, że nawet najmniejsze błędy należy ostro piętnować, że w byciu najlepszym nie istnieją granice ani przesada. Czy to jeszcze motywacja? Bohater przekonany jest o słuszności swoich czynów, ma poczucie misji i wierzy w swoje metody, co skłania widza do tłumaczenia niektórych zachowań nauczyciela. Wiadomo jednak, że ludzie pracujący pod presją, osiągają gorsze wyniki, żyją w stresie i cechują się niskim poziomem inteligencji emocjonalnej.
Jak dużego poświęcenia wymaga talent? Czym tak naprawdę jest prawdziwa wielkość? Jak być na szczycie? Jak być, aby być zawsze na sto procent? Jak zostać zapamiętanym przez miliony?
Na samym początku poznajemy dziewiętnastolatka, którego życiem jest perkusja. Na jednej z prób obecnością zaszczyca go sam Fletcher, jego nadzieja na bycie największym z największych, szansa na osiągnięcie niebywałego sukcesu i rozwinięcia talentu na miarę Charliego Parkera. Gra chłopaka nie zachwyca mentora. Tak naprawdę profesor dostrzega w nim materiał na wypełnienie swojej misji, osiągnięcia celu, na stworzenie wielkiego artysty. Andrew przyjechał do innego miasta, aby stać się jednym z najlepszych. Śni o zostaniu największym perkusistą świata. Poznając chłopaka, dostrzegamy, że jest antyspołeczny, arogancki, nieczuły, skupiony jedynie na celu, wywyższa się nad innymi, czuje się lepszy. Jego życiem jest perkusja- tylko ona. Chłopak wjechał na drogę, z której nie ma zjazdów. Brakuje miejsca na miłość, kolegów. Najważniejsze są nuty, słuchawki i wybijanie rytmu w nieludzkim tempie, bo tak każe jego mentor. Psychopatyczny nauczyciel, który stał się dla młodego motywacją i przeszkodą na drodze do bycia jednym z największych. Dni Andrew upływają na przekraczaniu samego siebie. Chłopak chorobliwie dąży do perfekcji.
Kiedy poranione stopy baletnicy zostają zastąpione przez zakrwawione dłonie perkusisty, a historia o 
"Czarnym łabędziu" zostaje zastąpiona historią o chłopcu z perkusją…
Codzienność Andrew naznaczona jest potem, łzami, krwią, egocentryzmem, pracoholizmem, a także zbieraniem podeptanego ego i ratowaniem zszarganych emocjonalną manipulacją nerwów. Gdzie podziało się miejsce na piękne sceny? Autorytet, który jednocześnie jest katem, szansa która stała się utrudnieniem, motywacja, która stała się udręką. Czy to nie dziwne, że każda nawet najmniejsza pochwała z ust Fletchera uskrzydla dziewiętnastolatka, dodaje mu energii. Wydaje się to być przykładem syndromu sztokholmskiego.
Czasem nadchodzi wielka niewiadoma. Człowiek nie wie czy spodziewać się dobrego, czy złego… Czasem podjęte kroki przynoszą niespodziewane efekty.
Finałowa scena filmu wbija widza w fotel. Uruchamia korę mózgową, wzbudza ambiwalentne emocje. Jeszcze kilka godzin po sensie widz zadaje sobie kluczowe pytanie- czy misja mentora się powiodła, a może uczeń przechytrzył mistrza. Myślę, że każdy znajdzie odpowiednią dla siebie wersję.
Siły dobra i siły zła? Przegrany, wygrany… a może bohater i antybohater?
Czy Fletcher i Andrew czymś się różnią? Czy możemy podzielić ich na  bohatera i antybohatera? Wydaje mi się, że nie, nie różnią się. Mają identyczną wizję. Prawdziwa wielkość to dla nich poziom Charliego Parkera. Obaj uważają się za lepszych od innych. „Whiplash” prezentuje pojedynek bohaterów, emocjonalną walkę, do jednego narożnika wchodzi ambicja popychana przez ego, natomiast do drugiego ambicja popychana przez ego. Ring wypełniony jest przerośniętą ambicją, wybujałym ego, chorobliwym perfekcjonizmem oraz nutką pociągu psychopatycznego, oczywiście w tle rozbrzmiewa perkusja, a wszystkiemu towarzyszy obrazek zalany kroplami potu, łez i krwi.
Z pewnością nie możemy wyróżnić, który bohater był dobry, który zły. Flatcher był gotowy uciąć rękę swojemu uczniowi, który odrobinę nieodpowiednio wybił rytm, Andrew był gotów ową rękę odgryźć, aby rytm zadowolił mentora.

Film jest klasyczną opowieścią o człowieku, który chce za wszelką cenę być na scenie, chorobliwie zatracającym się w swojej pasji, usilnie szukającym jakiejkolwiek drogi do realizacji upragnionego celu. Na jego ścieżce pojawia się apodyktyczny szaleniec, który za pomocą nietypowych środków próbuje stworzyć wielkiego artystę, próbuje zrealizować misję, którą sam wykreował. Film mówi o chorych dążeniach ludzi, o nadzwyczaj wygórowanej ambicji, talencie, który jest darem, ale może również okazać się przekleństwem, obsesji perfekcji, która może być przyczyną zguby, a także o przemożnej chęci osiągnięcia tego co nieosiągalne, o przekroczeniu siebie i innych. Po seansie, każdy z nas może spróbować odpowiedzieć na ważne pytanie- czy warto?

16:47

Satysfakcjonujące życie...czyli?

Satysfakcjonujące życie...czyli?
Czy Wam również się wydaje, że wszyscy wokół trąbią, żeby żyć pełnią życia, tak na maxa, na 100%, wyciskać egzystencję jak cytrynę, być szczęśliwym i czerpać z życia satysfakcję?

A czy zastanawialiście się kiedyś czym tak naprawdę to satysfakcjonujące życie jest? Jeśli tak, zaręczam że odpowiedź każdego na to pytanie jest inna, nieco inna, średnio różna bądź diametralnie różna. Dlaczego? Bo z tą definicją jest tak trochę jak z gustem i opinią- każdy ma swoją!
#Ale zaraz, jak to?
Ludzie są różni, każdy z nas ma inny system wartości, dla jednych liczy się rodzina, miłość i zdrowie; inni to zagorzali hedoniści, którzy marzą o wspinaniu się na szczyty kariery zawodowej. I wiecie o co z tym szczęściem chodzi? Możemy tak na maxa realizować się średnio w trzech dziedzinach, powinniśmy wybrać trzy wartości i robić wszystko, żeby działania dla nich dostarczały nam maksimum radości i zadowolenia. Bo nie da się być dobrą matką rodziny wielodzietnej, a zarazem buissnesswoman, która w dodatku ‘po godzinach’ pracuje w zakładzie fryzjerskim i tworzy kreatywne cuda na głowie. Nawet jeśli da się połączyć wiele rzeczy (zbyt wiele) to stajemy się byle jacy, przeciętni, nie wyróżniamy się, co przytłacza i frustruje, a nie satysfakcjonuje.

#Czy nosisz w sobie światło?
Duńczycy po raz kolejny zostali uznani za najszczęśliwszy naród. Czy oni tak mają? Raczej nikt nie rodzi się z pakietem szalonego optymizmu i zadowolenia. Każdy z nas może nosić w sobie światło. Tutaj idealnie pasuje wiersz Anny Świrszczyńskiej, sami zobaczcie ;-)
„Kiedy zgasło nade mną
słońce,
musiałam sama
stać się słońcem.
To było trudne,
ale teraz
jaka wygoda.”
Nauczmy się być dla siebie słońcem! Pozytywne nastawienie da się szlifować ;-). Winston Churchill powiedział, kiedyś: „pesymista widzi problem w każdej szansie, a optymista widzi szansę w każdym problemie.
#I Ty możesz wytworzyć sobie szczęście!
Wystąpienie Dana Gilberta na konferencji TED dostarcza wiele niespodziewanych faktów na temat szczęścia. Okazuje się, że każdy z nas posiada w głowie niesamowitą maszynę tzw. psychologiczny układ odpornościowy, czyli… system procesów poznawczych, w większości nieświadomych, które pomagają widzieć świat tak, że poprawiają samopoczucie w bieżącej sytuacji. Naturalne szczęście jest wtedy, gdy otrzymujemy to, czego chcieliśmy, syntetyczne- gdy tego nie dostajemy. Okazuje się, że system najlepiej działa w sytuacjach bez wyjścia. Jeżeli idziemy na randkę i chłopak/dziewczyna dłubie w nosie, raczej nie wybierzemy się na kolejną, natomiast jeżeli nasz mąż/nasza żona dłubie w nosie, tłumaczymy sobie że i tak jest wspaniałym człowiekiem i ma złote serce! ;-)
#A Asia, Kasia, Basia…
Kluczowe jest to, abyśmy zbyt bardzo nie porównywali się do innych. To nie ma sensu. Każdy z nas jest na innym etapie życia, może i Zośka buduje teraz extra dom na obrzeżach, ale przez 5 lat nie wyjechała na żadne wakacje i odkładała każdy grosz, a Ty zwiedziłaś/eś kawał świata?
#To podróż daje nam szczęście, nie jej cel. (Dan Millman)
Dlatego powinniśmy doceniać codzienność, cieszyć się z każdej szczęśliwej chwili, bo te wszystkie momenty, w których odczuwamy radość układają się jak puzzle i tworzą naszą udaną rzeczywistość. Nie skupiajmy się na tym czego jeszcze nie mamy, doceńmy to co mamy! Nie zatracajmy się w szalenie hedonistycznym podejściu do rzeczy materialnych, bo może się okazać, że auto z rocznika 2015 jest słabe, 2016 za stare, ale kiedy w 2017 kupimy siedemnastkę, może okazać się że po przejażdżce stwierdzimy: ‘’kurczę, ale ja nadal nie jestem szczęśliwa/y”. Ciągła pogoń za czymś nie czyni szczęśliwym. Kojarzycie ten moment, kiedy długo czekacie żeby zamówić np. jakieś świetne buty? Czekacie, czekacie… i to takie ekscytujące, wreszcie siadacie, zamawiacie i tu jest największa radość- zamówione! Kiedy przyjdą, nie są już wyzwaniem, po prostu są… czasem są rzucone w kąt, bo już je posiadamy.
#Jeśli marnowanie czasu daje Ci radość, nie jest to czas zmarnowany. (John Lennon).
Cieszmy się z małych rzeczy, minimalizujmy problemy, wierzmy w dobro otaczającego świata, uśmiechajmy się, wychodźmy poza swoją strefę komfortu, nauczmy się kierować nasze zasoby poznawcze na dobro, bo co po kontemplować tylko złe rzeczy, spełniajmy marzenia, róbmy coś dla siebie, bądźmy dobrzy dla ludzi. Może niebo stanie się bardziej błękitne, a świat okaże się bardzo przyjemny? ;-)

I już na sam koniec… jak to kiedyś podczas swojego wystąpienia na konferencji TED powiedział Jacek Walkiewicz, w życie należy się angażować, nie należy natomiast zbytnio się poświęcać. Jeśli wyobrazimy sobie pyszną jajecznicę ze skwarkami (wyobraź sobie), dochodzimy do wniosku, że kura się zaangażowała, a świnia poświęciła… i kto wyszedł na tym lepiej? ;-)

19:28

Co w trawie piszczy? 3 x dlaczego?

Co w trawie piszczy? 3 x dlaczego?
1. Dlaczego rozpoczynam 03.12.16?

Może jutro?  A czemu nie pojutrze? A gdyby tak od 1.go stycznia? Ooo. To dopiero dobra data! Tak pielęgnujemy odjutronizm, czyli prokrastynację. Odkładamy, odkładamy, a dobra data nie nadchodzi nigdy. Tak naprawdę DZIŚ jest dniem, w którym możemy rozpocząć wszystko. To właśnie dziś możemy zrobić wszystko. Nie łudźmy się, że z Nowym Rokiem będzie nam zacząć coś łatwiej, bo tabula rasa i nowy, lepszy start.
Pamiętaj!
03.12.16- od dziś ma znaczenie! Urodziny🌟

 2. Dlaczego inspiracje ambiwertyczki?
*ambiwertyczka?
Według C.G. Junga ludzie dzielą się na introwertyków (tych najbardziej zamkniętych, lubiących swoje towarzystwo), ekstrawertyków (głośne dusze towarzystwa, gwałtownie gestykulujący, wszędzie ich pełno), a także ambiwertyków (tych pomiędzy, posiadających zarówno ekstra i intro cechy). Jestem ambiwertyczką! Generalnie wielka ze mnie gaduła i lubię ludzi, jednak czasem wolę spędzić tydzień we własnym towarzystwie lub sama popracować.

*inspiracje?
Inspiruje mnie wszystko wokół, czerpię inspiracje z 12345 źródeł i naprawdę wszystko może spowodować, że nad moją głową pojawi się żarówka. Cytat z serialu, film, piosenka, wykład, ludzie … wszystko w otoczeniu może sprowokować narodziny nowego pomysłu ;-). Bo inspiracja jest na wyciągnięcie ręki! I wcale nie musisz mieć bardzooo długich rąk! #wenaczyha

 3. Dlaczego blog się "urodził"?
Po prostu lubię wiedzieć. Lubię także wiedzę przekazywać, szczególnie w ciekawy, przystępny sposób. To idealna metoda wzmacnia kreatywność, która jest nobilitowaną przeze mnie cechą i cały czas staram się ją rozbudowywać.  Pozwala to także na "wzmocniene więzi" z  pasjonującym mnie tematem. Przy okazji mogę pokazać mój punkt widzenia, rozjaśnić komuś jakąś kwestię, zainteresować, skupić, polecić, zainspirować bądź odciągnąć od czegoś, co dawno powinno być w pudełku ‘nie zaglądam’.
Kto wie… a może będę miała szansę pomóc w czyimś rozwoju?


Pozdrawiam ;-)

Copyright © 2016 Inspiracje ambiwertyczki , Blogger